W ojczyźnie jesień w pełni, nikt już się raczej nie łudzi, że powróci coś na podobieństwo babiego lata, japonki i sandałki ustąpiły miejsca botkom, delikatne żorżety – tweedowi, przewiewne ażury lekkiej dzianiny – gęstemu ściegowi ciepłej wełny.

Poncza i pelerynki święcą swoje miesiące triumfu. Zgodzicie się pewnie ze mną, że ponczo to wspaniała sprawa – nie krępuje, nie zgniata tego, co pod spodem, a zapewnia odpowiednie grzanie. Że nie wspomnę o aspekcie najważniejszym – dobrze zestawione gwarantuje olśniewający look jesienny. Z czym nosi się ponczo? Łatwiej byłoby wymienić z czym lepiej nie. Najlepiej wygląda na pewno z rurkami, legginsami, spódnicami mini i ołówkowymi, jako narzutka do sukienki, właściwie odradzałabym jedynie zestawienie  – obszerna pelerynka do rozkloszowanej spódnicy (nazbyt wiele rozkloszowań nie robi dobrze żadnej sylwetce).

Znane i lubiane uwielbiają chłodniejsza porą zarzucić na ramiona angielskojęzyczny odpowiednik pelerynki- cape.

fot. glamour, life, just jared, team sugar.

Jak zwykle zrobiłam research sieciowy – poncz Ci u nas dostatek, jeśli nie w butiku namacalnym, to na pewno w wirtualnym.

fot. orsay, vivienne westwood, old navy, see by chloe, my wardrobe, monsoon, MKM, jane norman, h&m, fidelity, dana buf, dorothy perkins

Moje serce podbiły pelerynki oficerskie (Dorothy Perkins, Calypso Celle, Jane Norman) i wrzosowe ponczo z rękawkiem (MKM). Nie pogardziłabym też kraciastym „kocykiem” od Vivienne Westwood.

A jakie są Wasze ponczowe żądze?

Reklamy